poniedziałek, 24 marca 2008

The Great Art of Alfred Cortot - Robert Schumann

Schumann: Papillons op. 2, Kreisleriana op. 16, Carnaval op. 9, Davidsbündlertänze op. 6, Symphonische Etüden op. 13, Dichterliebe op. 48

Tytuł mówi sam za siebie - Alfred Cortot wielkim poetą był i basta. A kto twierdzi inaczej ten jest niemuzykalny albo wręcz głuchy (albo jedno i drugie, o!) - to jest podstawowy argument wielbicieli tego typu nagrań.

Jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości, to ta płyta powinna je rozwiać. Pozostaje tylko przebić się przez jakość nagrań z lat 1929-37 - mono, notoryczne przestery, obcięta góra, obcięty dół, dynamika wołająca o pomstę do nieba. Coś pominąłem? A, tak. Jest jeszcze Charles Panzéra śpiewający umarłą na szczęście dawno temu manierą - co dźwięk to portamento, trzęsące się wibrato wpadające w tremolo... No i sam Cortot też oczywiście jest dzieckiem swojej epoki, co oczywiście akurat w przypadku muzyki Schumanna nie jest aż taką wadą. To w końcu żelazne pozycje repertuarowe tamtych czasów, kiedy pianista był odpowiednikiem dzisiejszego guitar-hero i jego "tryskających solówek" (© by Frank Zappa). Pełna ekstaza. Afektacja. Och, jak on gra! Pani baronowo, jak on gra! Co za crescendo, co za rubato, a to adagio jakie wzruszające, kisiel w majtkach normalnie... Pani baronowo! No co też pani!... och och och och...

Dość. Wracamy do współczesności. Cortota odstawiamy na półkę z tabliczką "wielcy poeci". Pardon, "wielki pianizm", oczywiście. Niech tam stoi. Nie dotykać eksponatów!

1 komentarze:

meyde pisze...

"Pełna ekstaza. Afektacja. Och, jak on gra! Pani baronowo, jak on gra! Co za crescendo, co za rubato, a to adagio jakie wzruszające, kisiel w majtkach normalnie... Pani baronowo! No co też pani!... och och och och..."

Boski tekst.

Pozdrawiam.