Yagya - Rhythm of Snow
Dziesięć ambientowych kompozycji autorstwa Aðalsteinna Guðmundssona. Z Islandii, a jakże. Dziesięć płatków śniegu. Bez tytułów, tylko z numerkami. Bo płatki śniegu jak to płatki śniegu: niby takie same, a każdy inny; niby inne, a jednak wszystkie podobne.
Snuje się ten ambiencik tak beztrosko i przyjemnie jak patrzy się na padający powoli śnieg. Nie zawieję, nie zamieć. Nie, nic z tych rzeczy. Mróz szczypie w policzki a śnieg sobie pruszy. Jest bezwietrznie, mroźnie ale nie... zimno. Guðmundsson używa chłodnych barw, przyprawia to odrobiną szumów, ale w sumie ten miękko pulsujący bas (w zasadzie jedyna regularna - może aż za bardzo regularna - pulsacja w tych kompozycjach - Yagya nie używa barw pseudoperkusyjnych), lejące się z jednego ucha w drugie leniwe motywy i dźwiękowe plamy, to wszystko jest takie harmonijne, bezpieczne, uspokajające. Nie ma w tym nic z nastroju alienacji i mroku jaki bardzo podobnymi w sumie barwami odmalowuje Burial. Nie mówiąc już o depresyjnym świetle rodem z Nói albinói. To jakaś inna Islandia. Która z nich prawdziwsza? Nie wiem. Ale czy to w ogóle ważne?


1 komentarze:
Wow. Miło spotkać na tak zacnej stronie recenzję albumu, który z pewnych względów jest mi bardzo bliski. Ekstra. A przy okazji dodam; mniej lub bardziej regularnie poczytuje Twój blog od lat. Masę albumów poznałem dzięki Tobie. Winszuję stylu literackiego i gustu muzycznego (chociaż Red KC mógłby mieć więcej gwiazdek, hehe. Cóż, nie wszystkim się dogodzi) Dobrze, już wyciągam język z Twojej d... :-D. Pozdrawiam.
Prześlij komentarz