czwartek, 28 maja 2009

Burial - South London Boroughs

Rzadko zdarzają się debiuty tak głośne jak ten Buriala. Wydana przez wytwórnię Hyperdub EP-ka South London Boroughs, a następnie album zatytułowany po prostu Burial, z miejsca zgarnęły niespotykane ilości pozytywnych recenzji, płyt tygodnia, miesiąca, roku. Atmosferę podgrzewał fakt, że sam producent pozostał anonimowy, co zrodziło masę spekulacji. Dość wspomnieć, że niektórzy o bycie Burialem podejrzewali nawet samego Aphex Twina.

Burial wychował się na brytyjskiej muzyce klubowej lat dziewięćdziesiątych, w którą wprowadził go jego starszy brat. Jednak wybiera z tej estetyki tylko drobne fragmenty po to, by samemu stworzyć z nich nową jakość. Jego muzyka jest określana jako dubstep. Z tą klasyfikacją się zgadzam i nie zgadzam. Owszem, dubstep to muzyka gatunkowo najbliższa temu, co prezentuje. Z drugiej strony - to jest jakość o tyle odrębna, że równie wiele ją z dubstepem łączy, co dzieli. A dzieli przede wszystkim wyrafinowanie - zarówno brzmieniowe jak i rytmiczne. Delikatnie utykające dubstepowe rytmy czasem, jak w Broken Home, na skutek nałożeń ścieżek rozmywają się w skomplikowane, polirytmiczne struktury. Brzmieniowo mamy tu czystej wody minimalizm (w znaczeniu dosłownym, nie gatunkowym) - dużo przestrzeni, pogłosu, delikatnych szumów i trzasków, strzępy fraz wysamplowanych z jakichś zapomnianych klubowych piosenek, filmów, zimne i dojmująco melancholijne frazy distant sounds i delikatną, ale hipnotycznie pulsującą warstwę basową.

Burial sam określa swoje utwory raczej mianem "dźwięku" niż "muzyki". Forma jest tu mniej ważna niż feeling, hipnotyzujący niczym stukanie kół nocnego pociągu soundtrack do wielkomiejskiej nocnej melancholii, urban-impresjonizm naszych czasów. Gdyby ktoś wpadł na szalony pomysł, by w dzisiejszej estetyce nakręcić remake Blade Runnera - soundtrack już jest.

South London Boroughs to debiutancka EP-ka i jest to debiut naprawdę mocny. Tylko dwa z zamieszczonych tu utworów znalazły się na pierwszym albumie. Warto więc kupić ten krążek (pozostanę przy tym staromodnym określeniu, choć sam kupiłem SLB w postaci plików) dla pozostałych dwóch - tytułowego, zawierającego już wszystkie elementy stylu Buriala (zaskakujące jak ten facet wskakuje w branżę muzyczną z językiem od razu ukształtowanym, w pełni indywidualnym, na tyle dookreślonym, że późniejsza, nieznaczna już tylko ewolucja, momentalnie wywołuje ze strony niektórych krytyków zarzuty wtórności, moim zdaniem zresztą chybione), oraz świetnego Night Train. Dla kogoś, kto jeszcze do tej pory nie słyszał jeszcze muzyki Buriala, będzie to świetny (i niedrogi) apetizer przed daniem głównym w postaci albumu.

0 komentarze: